Ale najpierw bajka...
Była sobie kwoka, która nie wiadomo z jakiego powodu, oprócz jajek kurzych wysiadywała również kacze. Wkrótce wykluły się małe. Rzecz jasna, że zarówno kurczęta, jak i kaczęta uznały kwokę za swoją mamę, zatem wszystkie z radością ruszyły za nią gęsiego na pierwszy spacer. Kura grzebała w ziemi, potomstwo ją naśladowało... I tak było codziennie z tą różnicą, że szczęśliwa i dumna z przychówku kura, pokonywała wraz z młodymi coraz dłuższe dystanse. Pewnego razu dotarli aż do rzeki. Kaczęta, nie namyślając się wiele, szybko z piskiem radości wskoczyły do wody, zaś kura skakała i gdakała na brzegu w obawie, że się potopią. Zwabiony krzykami kogut przyszedł zobaczyć, co się dzieje, a po namyśle stwierdził, że młodzi są nieodpowiedzialni i nierozważni, narażając się na niebezpieczeństwo.
Tymczasem jedna z kaczuszek podpłynęła do brzegu i powiedziała: nie czyńcie nas winnymi za wasze własne ograniczenia.
Jeśli z uwagą przyjrzymy się tym bajkowym postaciom, dojdzie my do wniosku, że żadna z nich się nie myliła, że każda miała rację. Ale jednocześnie trzeba przyznać: wszystkie patrzą na rzeczywistość z własnego punktu widzenia oraz interpretują ją przez przez pryzmat własnych ograniczeń.
Obyśmy my - ludzie umieli wyzbyć się wreszcie przekonania, że nasz ogląd i interpretacja świata, że mój punkt widzenia kryje w sobie jedyną prawdę nie podlegającą dyskusji, a tym bardziej korekcie.
Tego nie tylko sobie ale wszystkim Polkom i Polakom życzę.
Do siego roku!