czwartek, 23 lipca 2026

Ogórki kiszone - inaczej

    Wczoraj w Radio Maryja usłyszałam, jakże inny od mojego, przepis na kiszone ogórki. 

   Oto on: Na dno słoika włożyć przyprawy:

- 1 mała cebulka 

- 1łyżeczka gorczycy 

- 4-5 ząbków czosnku 

- 3 ziarenka ziela angielskiego 

- 3 liście wiśni 

-1 gałązka kopru 

- kilka plasterków marchwi 

- 1 liść laurowy 

- ciut pieprzu ziołowego ( na czubek noża ) 

- kawałek chrzanu 

- ogórki 

- na wierzch słoika na ogórki liść chrzanu lub dębu. 

Zalewa: w garnku zagotować pół litra wody z 1 płaską łyżką soli i 1 łyżeczką cukru. Gorącym płynem zalać ogórki, zakręcić słoik, odstawić do ukiszenia. 

   Przepis udało mi się zapisać w całości ( mam nadzieję) ale na jakimś karteluszku, więc przenoszę go do internetów, żeby się nie zgubił. Smak tego przetworu może być bardzo ciekawy. 

   I jeszcze jedno: nie zapisałam. niestety, nazwiska pani, która go podawała. mam nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. 

niedziela, 24 maja 2026

Po tak długiej przerwie prywaty nieco

    Gdy dopada człowieka choroba, szczególnie z tych tzw. długich i ciężkich, trudno o blogową dyscyplinę. Albo jesteś człowieku przed badaniami i w stresie, albo po badaniach i patrz wcześniej,  a może masz wlew, więc podpierasz się nosem, albo ból uciążliwy, bądź zwyczajny dół psychiczny ściska duszę... No, wiele opcji tego typu, nie chciałabym jednak narzekać, przynajmniej nie przy świadkach, o ile jeszcze ktoś tu zaglądnie. 

   Za to publicznie próbuję rozkminić powtarzające się zalecenia lekarzy, które, ogólnie rzecz ujmując, brzmią dość nieprecyzyjnie, a mianowicie: 

- dużo odpoczywać,

 - zdrowo się odżywiać,

 - ruszać się, o ile to tylko możliwe, 

a następnie chciałabym przełożyć tę enigmę na własną codzienność. 

Inspirację swego czasu znalazłam u dr. Davida Servan-Schreibera, gościa mało znanego, choć wielce motywującego do działania. Ów człowiek zajmując się terapią ciężkich schorzeń, przyjął koncepcję, iż przy pomocy odpowiedniej diety oraz stylu życia można stymulować naturalne siły obronne organizmu do walki z chorobą. Sam wiele lat walczył z nowotworem  ( pewnie z dwadzieścia - o ile dobrze pamiętam ), niestety, w 2011 tę walkę przegrał. Zresztą trudno tu mówić o przegranej skoro o tyle lat przedłużył sobie życie, a ponadto gdzieś wyczytałam, że był tą walką bardzo zmęczony, więc poddał się niejako świadomie, Czy to prawda? Nie wiem, nie dociekałam, ale fakt dość prawdopodobny. 

   W realu ktoś pewnie by skomentował: po co siedzieć z nosem w książce, skoro w internecie wszystko jest i znaleźć znacznie łatwiej. Pewnie po części miałby rację, tyle że ja nie wiem, kto jest autorem, kto bezinteresowny, a kto chce coś sprzedać, albo przede wszystkim o tzw. zasięgi mu  chodzi. Człowiekiem starej daty jestem. Zdecydowanie bliższy mi jest  tradycyjny sposób zdobywania wiedzy - z książką w ręku. Inna sprawa,że o dobrą literaturę z zakresu ziołolecznictwa jest coraz trudniej, wartościowe pozycje są nie na moją kieszeń  nad czym wielce ubolewam, biblioteki wiejskie są słabo zaopatrzone, niestety, ale dla chcącego.... 

   W tym wpisie miała być jeszcze zamieszczona informacja o czarnym czosnku, jednak zbliża się burza, więc może następnym razem

piątek, 2 stycznia 2026

Zyczenia noworoczne

 Ale najpierw bajka...

   Była sobie kwoka, która nie wiadomo z jakiego powodu, oprócz jajek kurzych wysiadywała również kacze. Wkrótce wykluły się małe. Rzecz jasna, że zarówno kurczęta, jak i kaczęta uznały kwokę za swoją mamę, zatem wszystkie z radością ruszyły za nią gęsiego na pierwszy spacer. Kura grzebała w ziemi, potomstwo ją naśladowało... I tak było codziennie z tą różnicą, że szczęśliwa i dumna z przychówku kura, pokonywała wraz z młodymi coraz dłuższe dystanse. Pewnego razu dotarli aż do rzeki. Kaczęta, nie namyślając się wiele, szybko z piskiem radości wskoczyły do wody, zaś kura skakała i gdakała na brzegu w obawie, że się potopią. Zwabiony krzykami kogut przyszedł zobaczyć, co się dzieje, a po namyśle stwierdził, że młodzi są nieodpowiedzialni i nierozważni, narażając się na niebezpieczeństwo. 

Tymczasem jedna z kaczuszek podpłynęła do brzegu i powiedziała: nie czyńcie nas winnymi za wasze własne ograniczenia. 

   Jeśli z uwagą przyjrzymy się tym bajkowym postaciom, dojdzie my do wniosku, że żadna z nich się nie myliła, że każda miała rację.  Ale jednocześnie trzeba przyznać: wszystkie patrzą na rzeczywistość z własnego punktu widzenia oraz interpretują ją przez przez pryzmat własnych ograniczeń.

    Obyśmy my - ludzie umieli wyzbyć się wreszcie przekonania, że nasz ogląd i interpretacja świata, że mój  punkt widzenia kryje w sobie jedyną prawdę nie podlegającą dyskusji, a tym bardziej korekcie.

   Tego nie tylko sobie ale wszystkim Polkom i Polakom życzę. 

Do siego roku! 

piątek, 12 grudnia 2025

Herbatka z badyli

   Jesienią i zimą, gdy rośliny wchodzą w stan spoczynku, przychodzi czas, by zebrać trochę pędów malin na herbatkę. Wybieramy gałązki cienkie, niezdrewniałe, wolne od chorób, tniemy na ok. 20 - 3o cm i suszymy np w temperaturze pokojowej ( teraz jest suche powietrze w mieszkaniach ), lub w piekarniku nastawionym na ok. 50 stopni. Oczywiście wcześniej należy je opłukać i pociąć na kawałki dla szybszego wysuszenia. 

A potem już można przygotować aromatyczny napój do picia w postaci odwaru lub naparu. Bierzemy kilka gałązek, zalewamy wrzątkiem lub gotujemy kila minut, odstawiamy do ostygnięcia i gotowe.  Herbatkę można też przygotować z badyli świeżo ściętych, ale moim zdaniem,  napój nie pachnie tak pięknie. 

   Ów " napitek" jest smaczny, aromatyczny, a przy tym bardzo zdrowy. Wspiera organizm nie tylko w czasie infekcji, przy dolegliwościach gastrycznych ale również uszczelnia naczynia krwionośne, a ponieważ  łodygi malin podobnie jak liście są bogate w witaminy, flawonoidy, garbniki i kwas salicylowy, wspierają naszą odporność. 

   Ogólnie maliny stanowią dosyć bezpieczny materiał zielarski, ale zawsze warto skonsultować przyjmowanie przygotowanych z nich preparatów z lekarzem, a już na pewno winni to zrobić kobiety w ciąży, uczuleniowcy, przyjmujący na stałe jakieś leki, chorzy na nerki. 

   Blog ten n w żadnym przypadku nie zastąpi porady lekarskiej.

czwartek, 27 listopada 2025

Rozmyślania starszej pani

    Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem (napiszę), że w dzisiejszych czasach właściwie wszystko można odsłonić. I nie chodzi tu jedynie o ciało ale również (a może przede wszystkim) o najbardziej intymne zakamarki duszy. Mógł sobie żyć onegdaj sienkiewiczowski imć pan Longinus Podbipięta, chłop tak wielki jak wstydliwy, ale dzisiaj zdecydowanie nie uchodzi cenić wartości wygrzebane z lamusa. Nikt przecież nie chce być postrzegany jako niedzisiejszy, staroświecki, pruderyjny, by nie powiedzieć: moherowy.  Golizna pań z pierwszych stron gazet ( za to nie zawsze pierwszej młodości), ich publiczne zwierzenia z wszelkich sekretności swoich lub najbliższych, język i kultura bycia (a właściwie jej brak) naszych elit ... - czy to kogoś jeszcze razi? Dojrzali ludzie mają zapewne swoje zdanie w tym temacie ale młodzi, kształtujący dopiero swoje postawy, nasiąkają ową "nowoczesnością", czego skutki, jak widzimy i słyszymy, bywają opłakane. 

Tymczasem elity z natury rzeczy powinny promować przede wszystkim mądrość, piękno i dobro, mówić o nich, a nade wszystko prezentować sobą. 

Nie chcę być strażnikiem czyjejś moralności, każde pokolenie ma swoje grzechy i  grzeszki, tylko smutno, że tradycyjne wartości w narodzie umierają. 

   To może lepiej będzie, jeśli zajmę się marchewką. Produkt łatwo dostępny w cenie niewygórowanej, sok z niej sam lub w połączeniu z innym warzywem lub jabłkiem jest nie tylko zdrowy ale smakowo wyśmienity. Mogą go pić małe dzieci, dorośli, a starsi ludzie to już w szczególności. Zawarte w marchewce karoteny zapobiegają nowotworom szczególnie płuc, chronią komórki organizmu przed przedwczesnym starzeniem się, korzystnie wpływają na wzrok. Dla młodszych: leczą trądzik, skóra nabiera pięknego wyglądu, zaś dla wszystkich: poprawiają odporność. 

   A na koniec mądrość, której powinnam przestrzegać: nie narzekaj na życie, skupiaj się na tym, co dobre, bo twój nastrój wpływa nie tylko na ciebie ale i na ludzi wokół. 

poniedziałek, 24 listopada 2025

Roszponka - małe co nieco

    Wygląda na to, że w tym roku zima zaskoczyła mnie - jak nie przymierzając - drogowców. Jarmuż został bez mej wiedzy i zgody przyorany, zamiast trafić choćby do tunelu, z natką pietruszki stało się podobnie ( choć tej cząstkę uratowałam ), a o roszponce nawet szkoda gadać.Jeśli nie przemarzła, to prawdopodobnie zgniła pod śniegiem. 

   Kto dysponuje ogrodem, ten pewnie podziela moje zdanie, iż jesienią przydałoby się człowiekowi przynajmniej trzy pary rąk zamiast jednej i to należące do starszej pani. Gdybym choć mieszkała bliżej " wielkiego miasta " pokusiłabym się o ogłoszenie typu: przyjedź, pomóż, a zapłatą będą tzw. dary natury. Tymczasem mieszkam "za górami, za lasami", skąd ( jak nie przymierzając od królewny ) jest wszędzie daleko, skórka za wyprawkę się więc nie opłaca. Inna sprawa, czy ktoś z mieszczuchów chciałby się grzebać w ziemi... 

   Ale do roszponki wracam. 

Sieję ją na przełomie lipca i sierpnia po zebranych warzywach, by po ok dwóch tygodniach mieć już pierwsze wschody. Potem pozostaje tylko odchwaszczanie, ew. podlewanie i czekanie, bo roślinki rosną dość wolno. Właściwie roszponkę można zbierać nawet do wczesnej wiosny, o ile zabezpieczymy ją przed sinym mrozem lub nadmierną wilgocią. Wówczas mamy źródło witamin wtedy, gdy brakuje świeżej zieleniny. Listki tej roślinki zjadamy na surowo, są smaczne ze sporą ilością wit C, prowit A, nieco mniej (choć też obecne) wit z grupy B, soli mineralnych, wapnia i fosforu. 

   Roszponka rośnie niewielka, (zdaniem męża: więcej mycia niż jedzenia) ale i tak ją lubię, bo smak i wartości odżywcze przewyższają wszelkie niedogodności. 

piątek, 21 listopada 2025

Dopóki sezon trwa...

    Jadąc z miasta coraz częściej przy domach rolników widuję przyczepy bądź inne podwody pełne warzyw na sprzedaż. Wśród wielu rolniczych dóbr można spotkać również dynie, przy których rzadko kto się zatrzymuje, co trochę dziwi, bo warzywo zdrowe, smaczne, a jesienią również za ozdobę służy. 

   Tym razem skupię się przede wszystkim na zdrowotnych właściwościach dyni.Jej miąższ jest ubogi w tłuszcze i sód, oba składniki w nadmiarze są szkodliwe dla naczyń krwionośnych i serca, Za to dużo w nim beta-karotenu i minerałów m.in. potas i wapń, zatem powinni ją częściej jadać żyjący w zanieczyszczonym środowisku, sportowcy, unikający chorób cywilizacyjnych, ciśnieniowcy i mający kłopoty ze wzrokiem. 

Medycyna ludowa od dawna wykorzystuje pestki dyni w walce z przerostem gruczołu krokowego. 

Dynia jest niskokaloryczna i zawiera błonnik, dzięki temu wspiera odchudzanie. Przy tym sprzyja oczyszczaniu organizmu z toksyn, jest w stanie neutralizować nadmiar kwasu żołądkowego (  w przypadku niestrawności, zgagi oraz choroby wrzodowej ), a nawet działa przeciwwymiotnie w chorobie lokomocyjnej. 

Jednym słowem dynia to samo dobro. Mimo to warzywo nie jest zbyt popularne w naszej kuchni, co, jak mniemam, ma swoje źródło w czasach słusznie minionych. Wtedy do zjedzenia w długie zimowe wybierano tylko ziarna, natomiast cały miąższ przeznaczano dla zwierząt hodowlanych. Przynajmniej w moim regionie tak było. 

   Ale powoli to się zmienia, na szczęście.

czwartek, 6 listopada 2025

Czas jesieni - przetworów czas

    Do moich ulubionych warzyw należy m. in. dynia. Jesienią jadam ją często, najchętniej pieczoną, nadmiar zaś przetwarzam jak każda gospodyni, która nie posiada porządnej piwnicy - chłodni. Jako że ograniczam ilość spożywanego cukru ( odkąd wiem, że nie krzepi), staram się w tym procesie używać bardzo małych ilości cukru albo wcale, o ile jest to możliwe. Zdecydowana większość przetworów z owoców wymaga znacznego dosładzania, natomiast z dynią jest inaczej, można przygotować dżem z niewielką ilością cukru, bądź nie używać go wcale, a efekt pozostaje znakomity. Oto moje przepisy na dynię

   I. Dynia z jabłkami.  Składniki: 1 kg dyni hokkaido lub zwyczajnej, ok. 10 sztuk jabłek, najlepiej szara reneta, pół szklanki cukru, sok z jednej bądź dwóch cytryn. 

Wykonanie: Dynię oczyścić, pokroić w kostkę i podlawszy niewielką ilością wody gotować, by lekko zmiękła. Jabłka obrać, pokroić, odrzucając gniazda nasienne i podobnie jak dynię krótko podprażyć. Składniki mają zmięknąć, a nie się rozgotować! Po lekkim przestudzeniu zarówno dynię, jak i jabłka należy zmiksować bardzo dokładnie, po czym obie masy połączyć. teraz można dodać  cukier, zagotować, a na koniec wlać sok z cytryny i po chwili zdjąć z ognia. Ilość soku i cukru można dodawać wg uznania : troszkę więcej cukru, ciut więcej soku... co kto lubi. Podobnie z jabłkami i dynią ; jeśli więcej jabłek, dżem pachnie jabłkami, a jeśli dyni - dynią. Przetwór można jeść od razu lub zapasteryzować. 

A na koniec istotna uwaga: po połączeniu mas, gotując, należy ciągle mieszać, o ile w najbliższym czasie nie zamierzamy remontować kuchni, a garnka wyrzucać

    II.Dżem z dyni,jabłek i gruszek. Składniki; 2 kg obranej dyni, 1kg obranych jabłek, 1 kg obranych gruszek, żelfix 1 sztuka na 1 lub1,5 kg.  

Wykonanie: Składniki zetrzeć na grubej tarce. Na wrzącą wodę ( troszkę mniej niż szklanka ) wrzucić dynię. Kiedy zmięknie, dodać gruszki, a następnie jabłka i jeszcze gotować. Wtedy dać żelfix. Gorącą masę włożyć do słoików i schować pod kocyk, wtedy pasteryzacja nie jest niezbędna. 

   Na koniec uczciwie przyznam, że nie są to moje autorskie przepisy.  Słyszałam je w radio Maryja, bądź odgapiłam od kogoś z internetu, nie pamiętam. Ponieważ korzystam z nich już parę lat, więc traktuję jak swoje własne. 

   A do dyni jeszcze wrócę, bo warto.

niedziela, 31 sierpnia 2025

Cukinia - warzywo ''nawadniające''

    Cukinię trudno nazwać warzywem bogatym w składniki odżywcze, są znacznie zasobniejsze, mimo to warto wykorzystać ją w kuchni. Sama w sobie jest ''bez wyrazu'', ale w połączeniu z papryką, pomidorami, serami, oliwą i odpowiednio przyprawiona (sól, pieprz, gałka muszkatołowa, tymianek, i co kto lubi ) smakuje wybornie. 

   W sezonie często gości na moim stole z kilu powodów: 

- jest bardzo wodnista, przy tym bogata w potas, co powinni wziąć pod uwagę ''ciśnieniowcy'' ; 

- dostarcza minerałów ( potas, magnez, wapń, żelazo ) przy niskiej kaloryczności ; 

- jest sycąca, zajmuje miejsce w żołądku czyli odchudza; 

- zawiera dużą ilość wody, stąd tytuł posta; 

- odkwasza organizm, wpływa korzystnie na trawienie; 

- nie kumuluje metali ciężkich ( podobno ); 

- jest łatwiej strawna niż ogórki, co ma dla mnie znaczenie niebagatelne; 

- choć witamin w niej niewiele, nie jest całkowicie ich pozbawiona, to zdrowe warzywo. 

   Przepisów na wykorzystanie cukinii w kuchni w internecie można znaleźć mnóstwo, ja wykorzystuję najprostsze: 1. Kiszonki ( ale do szybkiego wykorzystania, potem niesmaczne ); 2. Marynaty odpadają ze względu na ocet; 3. Koktajle uwielbiam ( cukinia + np pomidor, papryka, jarmuż, natka pietruszki, młodziutki burak ćwikłowy, seler, marchewka lub co tam kto wymyśli; 4. Smażoną lubię, ale nie jest zbyt zdrowa, bo wciąga sporo tłuszczu; 5. Na surowo, czyli moja ulubiona - młodziutka cukinia pocięta na plasterki, sól, pieprz, oliwa, natka bądź koperek i gotowe. 

niedziela, 26 stycznia 2025

Gwiazdnica pospolita

    Nikt jej nie suszył, bo można było zbierać cały rok. Jako uciążliwy chwast rosła praktycznie wszędzie, więc zbierano ją z przeznaczeniem ... dla kur i kaczek, " by były zdrowe i lepiej się niosły". Podobno kiedyś w krajach Europy Zachodniej sprzedawano to zielsko na bazarach jako warzywo. Szkoda, że nie obecnie i nie w Polsce. Kupiłabym, jako że w mojej okolicy coraz mniej " chwastów". No cóż, chemia robi swoje. A mowa, rzecz jasna,o zwykłej roślinie czyli gwiazdnicy pospolitej.  

   Gwiazdnica pospolita obok krwawnika, mniszka czy pokrzywy zaliczana jest do wiosennych ziół o właściwościach oczyszczających i wzmacniających. Dzięki witaminie C roślina ta działa antyszkorbutowo, a zawarty w niej jod pomaga ludziom z zaburzeniami pracy tarczycy. Ponadto może dostarczyć naszemu organizmowi wielu witamin (PP, E, wit. z grupy B, prow. A ) oraz mikroelementów ( fosfor, żelazo, wapń, potas, selen, krzem... ). 

   Jak pisze H. Szymanderska w jednej ze swoich książek: " Indianie na podrażnienia skóry używali maści z rozgniecionych liści gwiazdnicy (...), stosowali kompresy z rozgniecionych świeżych liści na zapalenia skóry, obrzęki i dolegliwości wątroby, a herbatą leczyli jęczmień i zapalenie spojówek". Z tego zapisu wynika, że gwiazdnica była kosmopolitką, ale już w dawnych wiekach zyskała popularność jako zioło lecznicze. 

   Obecnie gwiazdnicę traktuje się jako środek przeciwalergiczny i przeciwświądowy czyli łagodzi zmiany na skórze po ugryzieniu owadów czy wszelkie zmiany alergiczne.  Okazuje się także pomocna w odtruwaniu organizmu, co w dzisiejszych czasach jest bardzo istotne. 

   A jak spożywać? Najlepiej na surowo w sałatkach (nie w hurtowych ilościach ze względu na obecność saponin ), można dodawać do zup, sosów, jajecznic, sporządzać herbatki, a nawet wzorem wspomnianej wcześniej p. Szymanderskiej dodawać do past. 

   Jest tylko jeden mały problem: gwiazdnicę trzeba najpierw znaleźć ( nie pomylić z innymi roślinami),  by z jej dobroczynnych właściwości skorzystać. Ja w swojej okolicy nie znalazłam.

niedziela, 1 grudnia 2024

Gdybyśmy jedli więcej jabłek...

1. ...na surowo, mielibyśmy zdrowsze zęby i dziąsła. Dentyści od dawna zalecają więcej twardych ,chrupiących produktów. 

2. ...ze skórką, wzmocnilibyśmy odporność i chronili żołądek. 

3. ...z pestkami, bo zawierają cenny kwas ursulowy, a ten skutecznie zapobiega starzeniu się, działa przeciwzapalnie i antynowotworowo. Zewnętrznie jako składnik kosmetyków ( drogich ale skutecznych ) zapobiega zmarszczkom. 

4. ... w ogóle, bylibyśmy chudsi (dają uczucie sytości), o zdrowszym sercu i sprawniejszych stawach. 

5. ... dbalibyśmy o cerę za kilka groszy. Wystarczy starte jabłko wymieszać z mąką ziemniaczaną jogurtem albo miodem, nałożyć na twarz, zostawić na 20 - 30 minut, potem zmyć przegotowaną wodą. 

   Niestety, jabłka, zwłaszcza zjadane na surowo i ze skórką nie wszystkim służą. Alergicy oraz osoby z zespołem jelita drażliwego muszą być ostrożni. Ostrożnie postępować należy też z sokiem jabłkowym, gdyż ten, podobnie jak sok z grejpfruta, zawiera hesperydynę, która może wchodzić w interakcję z lekami. 

   Nie przysłużyło się też jabłko ( wystarczyło jedno) Ewie w Raju, a przez nią nam wszystkim. Zamiast więc przechadzać się po pięknym ogrodzie mam masę obowiązków, doświadczam cierpienia, a i mąż mi czasem uświadamia, że nie wiadomo, jak byłoby z tym żebrem, gdyby Pan nie " uśpił mężczyzny głęboko ". Ale to już zupełnie inna historia.

czwartek, 28 listopada 2024

Zacznę od jabłek

   Nie mamy w tym roku dużo jabłek. Niektóre jabłonie ( choćby szara reneta ) straciły kwiaty podczas wiosennych przymrozków, co w sposób oczywisty przełożyło się na słabe plonowanie. Zostały jedynie jakieś zimowe, odmiana bliżej mi nie znana, choć niezbyt smaczne za to niezawodne. No cóż: gdy się nie ma, co się lubi... 

   Przypuszczam, że sadownicy mają podobny problem, przynajmniej niektórzy, zatem za jabłka zapłacimy w tym roku więcej, ale mimo to - warto. 

   Jabłka zaliczono do najzdrowszych owoców w naszej strefie klimatycznej. Są cennym źródłem witaminy C, pektyn, które chronią przed miażdżycą, czy przeciwutleniaczy, broniących nas przed rakiem. Zdaniem ekspertów gdybyśmy jedli jabłka codziennie, zmniejszylibyśmy ryzyko zawału serca o połowę, mielibyśmy większe szanse uniknięcia raka jelita grubego, a nawet raka wątroby czy piersi, pozbylibyśmy się zaparć, oczyścilibyśmy organizm z toksyn ( uwaga palacze), sytymulowalibyśmy płuca, zmniejszyli ryzyko zapadnięcia na cukrzycę typu 2, a nawet odżywili mózg. Wymieniłam jedynie najważniejsze zalety tych owoców, nie wyczerpując tematu. Wspomnę jeszcze tylko, że najwięcej korzyści przyniesie nam spożywanie jabłek starych odmian, nie pryskanych, najlepiej z własnego sadu, no i konsumowanych ze skórką. 

   Istnieje wiele sposobów na wykorzystanie tych owoców w kuchni z pożytkiem dla zdrowia. Moją uwagę zwrócił przepis podany gdzieś przez p. Zbigniewa T. Nowaka. 

   Przecier z pieczonych jabłek 

Składniki: dojrzałe jabłka takich odmian jak antonówka, reneta, boiken. 

Przygotowanie: umyte jabłka upiec w piekarniku, jeszcze gorące przetrzeć przez sito, odrzucając gniazda nasienne. Następnie bez dodawania cukru nakładać miazgę do dobrze wyparzonych słoików, przy tym potrząsać, by nie było w nich wolnych powietrznych przestrzeni. Pasteryzować ok. 20 - 30 minut. Przechowywać w ciemnym i chłodnym pomieszczeniu. 

Tak przetworzone jabłka zachowują wszelkie wartości odżywcze, i jak zapewnia p. Nowak, ładną barwę, właściwą konsystencję, a nade wszystko znacznie lepiej smakują niż te smażone tradycyjnie.    

Przyznam, że sama nie wypróbowałam jeszcze tego przepisu, głównie z powodu braku właściwego materiału, ale w przyszłości kto wie. Wygląda zachęcająco.

Ogórki kiszone - inaczej

    Wczoraj w Radio Maryja usłyszałam, jakże inny od mojego, przepis na kiszone ogórki.     Oto on: Na dno słoika włożyć przyprawy: - 1 mała...